1. Zrozumienie porażki: Dlaczego upadamy?

Spotkałem go w poniedziałek…

…przy porannej kawie, w miejscu, które zdawało się istnieć poza czasem – zbyt zwyczajnym, by je zapamiętać, i zbyt osobliwym, by je pominąć.

…takiego typa, co to dużo myśli i dzieli się swoimi przemyśleniami, jakby mówił do siebie, ale jednak słucha się go z zaciekawieniem. Mówił, jakby prowadził mnie przez labirynt, którego architektem był on sam, ukrywając przed nami ostateczny plan.

– Wiesz- zaczął popijając – nie uczą nas radzenia sobie z porażką. Często boimy się ich jak ognia. W pracy, w szkole, w życiu osobistym. Porażka jawi się jak jakiś wielki stwór, który tylko czeka, żeby rozwalić nam poczucie własnej wartości. Ale pomyśl – co by było, gdybyśmy przestali patrzeć na nią jak na klęskę, a zaczęli jak na szansę? Edison, ten od żarówki, mawiał, że każda porażka to krok w stronę sukcesu. I chociaż brzmi to jak coś, co mówi ci kumpel, żeby cię pocieszyć, nauka potwierdza, że coś w tym jest.

Spojrzałem na niego z lekkim zdziwieniem, bo zaczął gadać jak mądra książka, ale ciągnął dalej:

– Pomyśl, czym właściwie jest porażka. Bo to przecież nie tylko, że dałeś ciała na prezentacji dla zarządu, albo przegiąłeś z żartem na imprezie. To, tak naprawdę, każda sytuacja, w której nasze oczekiwania nie pokrywają się z rzeczywistością. A to słowo – „oczekiwania” – to klucz do wszystkiego. Sami je sobie narzucamy, a potem cierpimy, gdy rzeczywistość się z nimi nie zgadza.

Zaczął też opowiadać coś o biologii:

– Wiesz, w biologii mówi się o „błędzie funkcjonalnym”. Nasze ciało czasem zawodzi – jak wtedy, gdy łapiesz migrenę. Ale to nie powód, żeby panikować, tylko sygnał: „hej, czegoś się muszę nauczyć, coś muszę zmienić”. Porażka to właśnie taka migrena życia. Nauczyciel w przebraniu.

Trochę mnie to rozbawiło, ale mówił dalej:

– Dużo naszych lęków bierze się z dzieciństwa. „Nie biegnij, bo się przewrócisz”, „Nie próbuj, bo cię wyśmieją”. I co? Dorastamy, mając w głowie strach przed próbami, bo a nuż coś pójdzie nie tak. Do tego dochodzi jeszcze społeczeństwo – wszędzie pokazują historie sukcesu, jakby ludzie dostawali je z nieba. A rzadko kto mówi o upadkach, które do tych sukcesów prowadziły.

Zamilkł na chwilę, ale zaraz dodał:

– Weź chociażby Jobsa. Stworzył Apple, a potem go stamtąd wylali. Oprah? Powiedzieli jej, że się nie nadaje do telewizji. Michael Jordan? Nie załapał się do drużyny w szkole. Ale wiesz, co łączy te wszystkie historie? Że oni się nie poddali.

– I co wtedy? – zapytałem.

– Porażka, stary, to taka lekcja. Jak system nawigacyjny w samolocie – jak coś nie działa, to uczysz się, żeby następnym razem było lepiej. „Co nas nie zabije, to nas wzmocni” – to jest właśnie to. Nie chodzi o to, żeby się dołować, tylko zapytać siebie: „Czego mnie to nauczyło? Co mogę poprawić?”. W końcu nawet największe sukcesy to suma tych małych, często bolesnych kroków.

Siedziałem i słuchałem, a on dorzucił na koniec:

– Więc jak coś ci się nie uda, zamiast się wkurzać, pomyśl: „Dobra, co mogę z tego wyciągnąć?”. W końcu, jak mówią Japończycy: „Upadnij siedem razy, wstań osiem”. Wtedy jesteś na dobrej drodze.

Patrzyłem na niego i myślałem: „Kurde, coś w tym jest”.

Ta strona wykorzystuje podstawowe ciasteczka (cookies) do poprawnego funkcjonowania. Jeśli się na to nie zgadzasz, po prostu z niej wyjdź.