2. Zrozumienie porażki: Jak przeżyć, nie tylko przetrwać?

Następnego dnia zastanawiałem się, czy ponownie go spotkam. Czy znowu będzie tam siedział, w tym samym pubie, o tej samej porze? Czy to był jego rytuał, czy może tylko przypadek?

Wchodząc do pubu, widziałem przestrzeń, która wydawała się jednocześnie obca i znajoma. I wtedy go zobaczyłem. Powitał mnie, jakbyśmy znali się od lat, jakby nic nie mogło być bardziej naturalne.

– Jedziemy dalej z tematem?- zapytał z lekkim uśmiechem, który balansował między żartem a czymś trudniejszym do nazwania. Przytaknąłem skwapliwie. Poczułem, że to zdanie jest jak test – choć nie miałem pojęcia, czego miałoby dotyczyć.

– Wiesz, z porażkami jest tak, że to emocjonalny rollercoaster. Wsiadasz, choćby nie wiem, jak się opierał. Wygrywasz, albo dajesz ciała- a pytanie nie brzmi „czy się przejmiesz?”, ale „jak sobie z tym poradzisz?”.

Zaczął opowiadać o tym, jak reagujemy na porażki.

– Pamiętasz te pięć etapów żałoby, o których zawsze mówią psycholodzy? One działają też przy porażkach. Na początku zaprzeczasz: „Nie, to niemożliwe, to jakiś błąd!”. Potem przychodzi gniew: „To przez szefa, bo dał mi za mało czasu” albo „System mnie oszukał”. A zaraz po tym zaczynasz targować się z rzeczywistością: „Może da się to jakoś odkręcić, napisać maila, porozmawiać”. Jak to nie działa, wpadasz w dół – myślisz, że jesteś beznadziejny. Ale w końcu, jeśli pozwolisz sobie na przeżycie tych emocji, przychodzi akceptacja. I wiesz co? To jest ten moment, kiedy zaczynasz widzieć światełko w tunelu.

Zrobił przerwę, jakby chciał, żebym to przetrawił, i dodał:

– Problem w tym, że nie każdy dochodzi do akceptacji. Często ludzie utkną w gniewie albo w depresji. Albo, co gorsza, zaczynają stosować te mechanizmy obronne, co to je każdy z nas ma w zanadrzu.

Zapytałem, o co dokładnie mu chodzi.

– No wiesz, racjonalizacja: „To i tak nie miało sensu”. Albo wyparcie: „Zapomnę o tym, nie będę myśleć”. Humor to kolejny sposób – niby się śmiejesz, że przynajmniej masz teraz czas na Netflixa, ale w środku cię to gryzie. Czasem zaczynasz obwiniać wszystkich wokół, tylko nie siebie. I wiesz co? Wszystkie te metody na chwilę pomagają, ale na dłuższą metę są jak plaster na złamaną nogę.

Chyba zauważył, że to wszystko trochę mnie przytłoczyło, bo zmienił ton.

– Ale wiesz co? Jest też dobra strona medalu. W obliczu porażki naprawdę pomaga wsparcie innych ludzi. Serio, nawet zwykłe „Dasz radę” potrafi zdziałać cuda. Bo nikt nie jest samotną wyspą, a rozmowa z kimś, kto nas rozumie, daje ci perspektywę: „Hej, inni też to przeżyli i wyszli z tego obronną ręką”.

Na koniec spojrzał na mnie z takim uśmiechem, jakby już wiedział, jak zareaguję na to, co zaraz powie.

– Najważniejsze to pamiętać, że porażka to nie jesteś ty. To tylko jedno wydarzenie w twoim życiu, a życie jest znacznie większe. Więc, stary, jak coś pójdzie nie tak, nie obwiniaj się za długo. Po prostu zadaj sobie pytanie: „Czego mogę się z tego nauczyć?”. Bo zawsze jest następny raz. Zawsze.

Przytaknąłem, bo nie było jak się z nim nie zgodzić. Z taką refleksją wychodząc z pubu myślałem, że nawet jeśli coś schrzanię, to świat się od tego nie skończy.

 

 

Ta strona wykorzystuje podstawowe ciasteczka (cookies) do poprawnego funkcjonowania. Jeśli się na to nie zgadzasz, po prostu z niej wyjdź.