Nie masz problemu z motywacją. Masz problem z tym, co uznajesz za normalne

Z motywacją jest trochę jak z dobrym dniem.

Fajnie, kiedy się pojawia.
Łatwiej się wtedy działa.
Człowiek ma poczucie, że „teraz to już pójdzie”.

Tylko że… ona nie ma w zwyczaju zostawać na stałe.

I tu zaczyna się problem.

Bo wielu ludzi próbuje oprzeć swoje życie właśnie na tym stanie.

„Jak mi się będzie chciało, to zrobię”

To brzmi rozsądnie.

Do momentu, w którym zauważysz, że Twój mózg nie jest zaprojektowany do stałej motywacji.

Motywacja to efekt działania układu dopaminowego.

A ten działa falowo:

  • masz momenty większej energii
  • i momenty spadku

To normalne.

Nie da się tego „ustawić” raz na zawsze.

Czyli problem nie jest w Tobie

Jeśli jednego dnia działasz, a drugiego nie —
to nie znaczy, że jesteś niesystematyczny.

To znaczy, że próbujesz działać w oparciu o coś, co z natury jest niestabilne.

I to się nie może spiąć.

Więc co właściwie decyduje?

Nie motywacja.

Tylko to, co robisz wtedy, kiedy jej nie ma.

Czyli:

Twoje minimum.

To, co:

  • robisz automatycznie
  • bez negocjowania
  • niezależnie od nastroju

Z punktu widzenia mózgu to ma sens.

Bo im częściej coś powtarzasz, tym:

  • mniejszy koszt energii
  • większa automatyzacja
  • większa szansa, że to utrzymasz

Problem większości ludzi

Nie brak wiedzy.

Nie brak chęci.

Brak stabilnego minimum.

Efekt?

Działanie zależy od:

  • nastroju
  • energii
  • okoliczności

Czyli dokładnie od rzeczy, które są zmienne.

I teraz ciekawa rzecz

Twój mózg lubi automatyzmy.

Bardzo.

Bo one oszczędzają energię.

Tylko że nie rozróżnia, czy coś Ci służy.

Jeśli przyzwyczaisz go do:

  • odkładania
  • przerywania
  • reagowania zamiast wybierania

to będzie to robił… coraz sprawniej.

Czyli Twoje życie to Twoja „normalność”

Nie cele.

Nie ambicje.

Tylko to, co uznajesz za „może być”.

Jeśli „może być” oznacza:
– dzisiaj odpuszczę
– nie skończę
– zrobię jutro

to dokładnie to dostajesz w pakiecie.

Mniej spektakularne rozwiązanie

Nie potrzebujesz więcej motywacji.

Potrzebujesz czegoś znacznie prostszego:

powtarzalnego punktu odniesienia.

Chwila odosobnienia: codzienny rytuał „kilka minut bliżej siebie”

Nie brzmi imponująco.

I dobrze.

Bo ma działać.

20 minut:

  • bez telefonu
  • bez rozpraszaczy
  • w spokojnej aktywności

Spacer. Ruch. Cisza.

Dlaczego to ma sens?

Bo zmniejszasz ilość bodźców,
a to poprawia zdolność do skupienia i podejmowania decyzji.

Dwa pytania, które robią różnicę

W tym czasie, podczas swojego odosobnienia, zadaj sobie pytania:

Czy to, co dziś robię, przybliża mnie do tego, czego chcę — czy tylko dobrze zajmuje mój czas?

albo krócej: Czy to mnie przybliża, czy tylko zajmuje?

I druga rzecz:

Co jest jedną małą rzeczą, której dziś nie odpuszczę?

To drugie pytanie jest kluczowe.

Bo oddziela działanie od nastroju.

I tu zaczyna się zmiana

Nie od wielkich decyzji.

Od jednej rzeczy dziennie.

Powtarzanej.

Z czasem:

  • spada koszt działania
  • rośnie automatyzacja
  • maleje potrzeba motywacji

I nagle okazuje się, że działasz częściej… bez większego wysiłku. To tak jak z myciem zębów. Nie zastanawiasz się ile to wysiłku kosztuje, ani nie musisz się specjalnie do tego motywować…no chyba, że musisz?!

Mało efektowna prawda

Zmiana rzadko wygląda jak zmiana.

Częściej wygląda jak powtarzalność.

Trochę nudna.
Mało spektakularna.
Ale skuteczna.

Na koniec

Nie masz problemu z motywacją.

Masz problem z tym, że próbujesz oprzeć swoje życie na czymś, co nie jest stabilne.

Zamiast tego:

zbuduj coś, co działa nawet wtedy, kiedy Ci się nie chce.

Zacznij od jednej rzeczy.

Dzisiaj.

 

Ta strona wykorzystuje podstawowe ciasteczka (cookies) do poprawnego funkcjonowania. Jeśli się na to nie zgadzasz, po prostu z niej wyjdź.